Do tego posta przygotowywałam się bardzo długo, żeby wyszukać do niego wszystkie zdjęcia produktów. Mam tyle zdjęć na 'pamięciach', że zanim trafię na odpowiednie spędzam na przeglądaniu długie godziny ; ) Dzisiaj zapraszam Was na Ulubieńców marki Hairy Tale Cosmetics Agnieszki Niedziałek : )
Wybór był naprawdę trudny, ale w tym poście moje absolutne pewniaki, po które bardzo lubię sięgać.
Najpierw jednak przedstawię Wam najlepsze gumki, typu #scrunchie, jakie miałam szansę testować na włosach. Jakiś czas temu zakupiłam sobie gumeczkę w kolorze butelkowej zieleni - bardzo mi na takim kolorze zależało, marzyła mi się również opaska do włosów w tym kolorze. Wtedy jeszcze szukałam, z ciekawości, gumek innych marek i zależało mi na większej gramaturze jedwabiu niż 22-25 momme (lub mniej).

Chciałam zobaczyć jak gumka o większej gramaturze się zachowuje - głównie chodziło mi o to by nie zmieniała swojego kształtu, nie traciła na puszystości i aby struktura pozostawała gładka
. Niestety, ceny gumek o większej gramaturze szybowały wysoko ponad sto złotych, oscylując nawet w okolicach 200 zł za gumeczkę. Nie mogłam sobie pozwolić na taki wydatek i wtedy trafiłam, między innymi, na opis gumeczek Hairy Tale. Mają one aż 30 momme (szyte są z jedwabiu o wadze 30 momme), czyli, według tego do czego udało mi się dotrzeć w polskim internecie, te gumeczki mają najwyższą wartość momme : )
Cena za gumeczkę to 39 zł.
Z gumek innych marek równie dobrze nosi mi się gumeczka ze sklepu Anwen (i ten jej przepiękny kolor!). Ostatnio skusiłam się na zestaw mniejszych gumek Hairy Tale, które widzicie na zdjęciach - musiałam je kupić, nie mogłam im się oprzeć. Teraz będę pewnie celować w czarną, solidną gumkę oraz może jakąś beżową do zdjęć na zewnątrz (wreszcie! Już niedługo ; )). Tak więc - z przyjemnością kupię ponownie!
Szampony

Szampon Squeaky Clean 

Z nim miałam styczność po raz pierwszy, kiedy marka miała swoją premierę. Dostałam wtedy paczuszkę ze wszystkimi nowościami za którą bardzo dziękuję (podobnie jak za każdą inną paczkę) : ) Miałam wtedy szansę przetestować wszystko i zobaczyć co przypadnie mi do gustu najbardziej.
W tym zestawieniu chciałam ująć również emulsję do mycia Murky, ale ostatecznie wymienię 'Szopa' i 'Smoka'.
Możecie natomiast zobaczyć emulsję do mycia Murky w akcji w poście z Metamorfozą Kasi - spisała się świetnie! Domyła całe 'bogactwo' z włosów i ukoiła skórę głowy:
https://www.aylunola.pl/2020/02/przykadowa-pielegnacja-wosow.html

Wracając do Squeaky Clean 'Szopa'. Razem z szamponem otrzymanym do testów miałam w użyciu dwie buteleczki tego produktu. Dwie kupiłam już 'sama', ponieważ szampon jest naprawdę świetny.
Kiedy myję nim włosy przed hennowaniem wiem, że są świetnie oczyszczone, że aż skrzypią! Dodatkowo ten piękny, odświeżający zapach (czy tak pachnie acerola?;d). Jest również faktem (a widziałam podobną opinię u innych Dziewczyn), że faktycznie zioła lepiej mi 'chwytają' po oczyszczeniu właśnie nim.
Mam również wrażenie, że kolor dłużej się trzyma. Nie jest to jedynie moje spostrzeżenie, tak więc to nie jakieś omamy wzrokowe ;d
W Konsultacjach zwykle właśnie polecam Wam ten szampon przed henną, także skoro znajduje się w 'Poleceniach' musi być naprawdę dobry.
Pieni się fantastycznie i jest absolutnie wart zakupu. Dla mnie wygrywa tym, jak świetnie przygotowuje włosy na przyjęcie ziół. Uważam go więc za Must Have dla Osób, które hennują włosy.
Pełen skład i opis szamponu (podobnie jak innych produktów i akcesoriów z tego posta) znajdziecie oczywiście na sklepie:
https://napieknewlosy.pl/pl/p/HAIRY-TALE-COSMETICS-Squeaky-Clean-Lagodny-szampon-chelatujacy-do-mycia-w-twardej-wodzie-250ml/1815

Jeśli macie twardą wodę to polecam też zakup filtra prysznicowego - na Allegro jest na około 30 zł. Sama o nim myślę ponownie, ponieważ kąpiąc Roślinki widzę, że na liściach zostają 'białe' plamki. 
Szop w poprzednich opakowaniach miał bardziej lejącą konsystencję, wręcz lekko wodnistą. Moje zamówienie z szamponem przyszło parę dni temu, więc mam aktualne najbardziej 'świeżą' wersję. Teraz przelewając zawartość szamponu widzę, że konsystencja jest gęściejsza. Poprzednia w żadnym wypadku nie stanowiła dla mnie problemu.
Od czasu, kiedy używałam wręcz wodnisty szampon Jardin (który notabene lubię) żadna konsystencja nie jest mi straszna ; ) Poniżej zdjęcia świeżo zakupionego szamponu. Zmieniło się również zamknięcie:
Tutaj wersja szamponu, który zakupiłam jako drugi w kolejności - tutaj właśnie widoczne jest to zamknięcie, które pamiętałam od początku:
Szampon Dragon Wash

Najbardziej lubię się z szamponami, które są mocniej oczyszczające. Oczywiście wciąż stosuję te delikatne, ale czasem moje włosy (i skóra głowy) mają czas, kiedy chcą częstszego mycia czymś mocniej oczyszczającym. Akurat w tym czasie, kiedy używałam szampon Dragon Wash wcierałam również w skórę głowy olejek na porost, który w wersji na bogato (czyli grubo albo wcale) stanowił wyzwanie dla szamponu.
Ostatecznie skończyło się na tym, że dla pewności myłam skórę głowy podwójnie szamponem (skupiałam się głównie na niej).
Włosy były świetnie oczyszczone, ale nie stawały się suche po dłuższym stosowaniu jak to bywa w przypadku innych szamponów. Przy dłuższym stosowaniu czegoś mocniejszego zawsze zauważałam różnicę w kondycji końcówek (na niekorzyść). Teraz znów 'zarosłam' - będę je, swoją drogą, chciała wyrównać. Marzy mi się cięcie jak ze września, kiedy moje włosy wyglądały naprawdę świetnie. Teraz, przez wypadanie, które już minęło (dzięki olejowi lnianemu), znów mam taki 'mysi ogon' z końcówek. 
Dragon Wash ma naprawdę fajną konsystencję, która nie leci przez palce a do tego pachnie (jak to powiedziała Agnieszka na Live'ie, kiedy Szampon miał swoją Premierę) jak rajska wyspa... i ja się pod tym podpisuję ; )
Jeśli Wasze włosy potrzebują oczyszczenia, ale są równocześnie delikatne - szampon jak znalazł... a jeśli macie włosy 'podobne' do moich, które lubią takie oczyszczanie częściej i nawet mycie w mycie to Dragon Wash też będzie dobrą propozycją.

Maski

Gdyby nie wyszły nowości takie jak np. Liquid Gold w zestawieniu pojawiłaby się maska proteinowa. Dalej uważam ją za świetny proteinowy produkt, ale w tym poście ustąpi ona miejsca nowościom jak Merhair czy właśnie Liquid Gold.
Zaczynając od Merhair. W poście na Instagramie pisałam Wam, że maski użyłam po umyciu. Włosy jednak były sztywne po spłukaniu i pomogłam sobie w rozczesywaniu kremem bez spłukiwania Curlmelon, który od razu zmiękczył włosy. Kiedy schły niesamowicie lśniły - bardziej niż zwykle. Było to właśnie po masce Merhair, która spowodowała szorstkość przy spłukiwaniu.
Dlaczego więc znalazła się w zestawieniu? Ponieważ ten blask jaki nią uzyskałam, jak również objętość (nakładałam również przy nasadzie) nie może przejść bez echa ;d Dodatkowo po DIY składającym się z np. oleju, żółtka oraz miodu po umyciu szamponem i przed nałożeniem maski również odczuwam szorstkość, dlatego zamykam pielęgnację emolientem i mam, z racji odżywienia DIY, gwarantowany #goodhairday. Istotne jest również to, że np. lepiej maskę aplikować przed myciem włosów w celu ich nawilżenia. Jeśli nie przepadacie za DIY z miodem w celu nawilżenia włosów i wolicie lżejszą formułę myślę, że Merhair będzie dla Was idealnym rozwiązaniem ; ) Stąd właśnie jej obecność w poście.

Liquid Gold?

Pisałam już o tym na Instagramie, ale Liquid Gold pachnie jak lody o smaku 'Biała Czekolada' w świeżym wafelku z Kawiarni, do której chodziłam jeszcze, kiedy było normalnie ; )
Przepiękny zapach, który przywodzi miłe wspomnienia. Maska jest przeznaczona do wyżej porowatości włosów, ale ja przetestowałam ją również 'grubo albo wcale' na moich niskoporowatych włosach i absolutnie nie musicie się bać jakiegokolwiek obciążenia.
Jeśli miałabym wybrać pomiędzy nią a Bianą wybrałabym właśnie Liquid Gold, ponieważ jest bardziej uniwersalna. Z Bianą należy uważać w przypadku niższej porowatości. Trzeba wyczuć ilość (naprawdę minimalną), która włosów nie obciąży. Tutaj nie ma się co dziwić w przypadku obciążenia włosów - maska jest przeznaczona do wysokoporowatych oraz średnioporowatych włosów i na tych najbardziej 'wymagających' świetnie się sprawdzi. To prawdziwy tłuścioszek : )

Curlmelon, Odżywczy krem bez spłukiwania

Będzie idealny do włosów falowanych i kręconych jako odżywczy krem bez spłukiwania. Sprawdza się również na włosach mojego typu - niskoporowatych.
Uratował mnie po sztywności jaką wywołała Merhair, świetnie ujarzmia odstające włoski (u mnie one są zmorą, szczególnie przy karku - tam mają najbardziej doskwierającą długość babyhair i potrafią fundować mi wygląd zaniedbanych, puszących się włosów. Szczególnie, kiedy mam je jedynie spięte).
Curlmelon będzie idealnym dopełnieniem pielęgnacji jeśli Wasze włosy będą potrzebować dodatkowego dociążenia po umyciu.

Stylizacja

Długo zastanawiałam się czy wolę Curlmelona czy Lemon Lemura. Curlmelon przypominał mi (głównie pod względem tego, że jest w formie żelu) żel utrwalający do włosów Natura Siberica, który używałam do utrwalania skrętu po koczku na skarpecie przez długi czas.
Żel Curlmelon był dla mnie nawet lepszy, ale po aplikacji Lemon Lemura ostatecznie wybór padł na niego. Dlaczego? Dodatkowo podbija on objętość. Spójrzcie proszę na wielkość tego koczka na poniższym zdjęciu - jest jak druga głowa ;d
Nie ma się co dziwić, Lemon Lemur jest proteinowy ; )

Jakie są Wasze ulubione produkty marki Hairy Tale Cosmetics? Dajcie znać! : )

Brak komentarzy: