Obiecałam, że szerzej opiszę Wam moje aktualne farbowanie (oczywiście z samym udziałem ziół), więc oto jestem! : ) Co zmieniło się względem tegohttps://www.aylunola.pl/2020/03/moje-farbowanie-wosow-jaki-ma-przebieg.html wpisu na mojej stronie? Zrezygnowałam z farby chemicznej aplikowanej na odrost. To głównie dlatego, że zaczęłam mieszać indygo z katamem (moim zdaniem, pokrywa odrost idealnie) oraz fakt, że jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przestałam źle znosić długie siedzenie z indygo (i katamem). 

Ostatnie farbowanie na Instagramie opisywałam natomiast 1 lutego - próbowałam wtedy dodawać do mieszanki klitorii ternateńskiej KLIK
Na moją ostatnią koloryzację miał wpływ fakt, że w lipcu wybierałam się do Krakowa, na Targi Ekotyki.
blog o włosach
Miałam też wtedy dwumiesięczną przerwę od aplikacji ziół i włosy wręcz już o nie błagały ; ) Chciałam również postawić na pewniaki by nie skończyć z szybko wypłukanym kolorem, bądź jakimiś niedociągnięciami.
Jeśli śledzicie mój Instagram KLIK, wiecie z całą pewnością, że wypadała mi, ponownie, ogromna ilość włosów. Przerzedziły się strasznie co widać było na długości, oczywiście najbardziej przy końcówkach. Całość była naprawdę smętna i prosiła się o nożyczki. W rezultacie pozbyłam się 16 cm - w maju podcinałam 6 cm a teraz poszło około 10 cm. Włosy od razu prezentują się lepiej, ale z całą pewnością nie tak dobrze jak wyglądały przed wypadaniem ; )
Jedno jest pewne - zioła bez dwóch zdań ponownie pomogły... by włosów wydawało się wizualnie więcej i by było ich również więcej w 'dotyku'.

Przed cięciem i farbowaniem:
włosy przed cięciem

Po ostatnim farbowaniu (widać, że baby hairy bardzo mocno sterczą ;d)
:

włosy po farbowaniu ziołami
... i kiedy dostały już odżywczą, nawilżającą pielęgnację:
włosy po farbowaniu ziołami
cięcie włosów
włosowe zakupy
Powyżej widzicie moje ostatnie ziołowe (i nie tylko) zakupy.

Użyłam henny Le Erbe di Janas (zawsze polecam Wam Le Erbe di Janas albo właśnie Phitofilos) zimna czerwień, którą zakwasiłam amlą (Pole Henny). Dzień wcześniej przygotowałam mieszankę henny z amlą. Zalałam ciepłą, przegotowaną oraz uprzednio przefiltrowaną przez dzbanek filtrujący (zawsze mam problem ze słowem filtr i flirt - z ręką na sercu, od szkoły podstawowej potrzebuję sobie w myślach przeliterować zanim napiszę/powiem ;d) wodą. Filtr w dzbanku był świeżo wymieniony.
Dokładnie rozmieszaną hennę z amlą (by osiągnąć gładką masę bez grudek) oraz pozostawiłam przykrytą folią by móc na drugi dzień zaaplikować ją na włosy.

Nazajutrz umyłam włosy podwójnie szamponem Squeaky Clean od Hairy Tale Cosmetics (KLIK). Przyznam szczerze, że ten szampon to mój hit nad hitami. Stosuję go co każde mycie a kiedy potrzebuję lepszego oczyszczenia myję nim porządnie, dwukrotnie włosy (przetrzymując pianę około minuty, półtorej). Ten szampon jest dla mnie takie 2w1. Włosy mocnego szamponu z SLS nie widziały od dawna. Swoją drogą pewnie dlatego, że odkąd wykończyłam szampon Wake It Up od Anwen, nie znalazłam nic co by mnie zainteresowało.
Niemniej jednak, Squeaky Clean jest dla mnie ideałem.

Kiedy włosy, po umyciu szamponem, wyschły w 80%, rozczesałam je i zabrałam się za nakładanie henny z amlą. Zawinęłam dokładnie folią i założyłam turban - nie chciałam znów czuć ciężkiego ręcznika na głowie, ponieważ zioła same z siebie dużo ważą ; ) Mieszankę trzymałam na włosach 6 godzin. Kiedy dobiegł czas spłukania henny z włosów zabrałam się wcześniej za ugotowanie żelu lnianego (tak by zdążył ostygnąć, bym mogła dodać go do mieszanki indygo oraz katamu).
Żelu wyszło sporo - myślę, że szklanka z całą pewnością, jak nie półtorej. Pozostawiłam do przestygnięcia. Wcześniej również przefiltrowałam i zagotowałam wodę pozostawiając ją do wychłodzenia.

Kiedy płyny były chłodne, a włosy w 80% suche po spłukaniu henny, zabrałam się za rozmieszanie indygo 200 g (Phitofilos) oraz 100 g katamu (Phitofilos). Mieszanki było sporo, ponieważ zależało mi na idealnym pokryciu. Zauważyłam, że muszę kłaść (szczególnie drugi etap) "grubo albo wcale".
Indygo z katamem zalałam chłodną wodą i dodałam glutka (żel z siemienia lnianego). Rozmieszałam szybciutko na idealnie gładką masę (!) i zabrałam się za aplikację na włosy. Całość trzymałam pod folią i turbanem około 4 godzin. Najważniejsze jest to, że nie odczuwam już żadnych nieprzyjemnych symptomów/oznak po farbowaniu indygo - kiedyś nie mogłam znieść tego zapachu, teraz - minęło ; ) Na szczęście! Nie wyobrażam sobie innej czerni niż ta, którą osiągam z indygo i katamem.

Efekty:

efekty farbowania ziołami

Możecie mi wierzyć na słowo, że wyszło idealnie. Farbowanie miało miejsce 12 lipca, następne już za 'chwilę' - zamierzam farbować się 9 sierpnia.

Brak komentarzy: